Wymiana doświadczeń pomiędzy genealogami, dyskusje ogólne na tematy genealogiczne i historyczne, dane dotyczące parafii, archiwów, ciekawych stron, itd
Odpowiedz

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

21 gru 2017, 19:28

Haniu, nic mi nie wiadomo, żeby ktoś z mojej rodziny miał knajpę, ale dwie ajsbajny i krzan od Dymeckiego już mam na Sylwestra :-)

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

22 gru 2017, 16:22

Heniu, krzan od Dymeckiego, gdzie to sie kupuje ? Jesli dobry to kupie no bo ajsbajna
bez krzanu nie ma sensu :D

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

22 gru 2017, 16:48

Haniu, krzan od Dymeckiego kupuje mi kuzyn na Bernardynach, jest najlepszy ze wszystkich, które znam :-)

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

22 gru 2017, 16:52

Heniu dzieki za info :wink:

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

22 gru 2017, 17:01

Hania napisał(a):Heniu dzieki za info :wink:

To jest prawdziwy chrzan, a nie mieszany z czarną rzepą, jak większość. Doskonały również do białej z dużą ilością maryjanki i czosnku :-)

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

22 gru 2017, 17:34

Chrzan od Dymeckiego bywa też w Piotrze i Pawle. W tym samym małym słoiczku jak przed laty:

Obrazek

o jest prawdziwy chrzan, a nie mieszany z czarną rzepą, jak większość
Święte słowa, bez octu i innych 'ulepszaczy'

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

22 gru 2017, 19:26

Przed laty++ to słoiczki były z odzysku i o najróżniejszych kształtach.
Za etykietę robiła wówczas kartka odbita na hektografie czy innym powielaczu.
W latach 70 taki chrzan 'od Dymeckiego' kupowałem w warzywniaku w piwnicy na Wierzbięcicach, opodal szewca.

Chrzan ten od zawsze był zacny, najlepiej świadczą o tym próby porabiania tej marki.
Jeszcze parę lat temu funkcjonował chrzan firmowany jako 'Piotr Dymecki'.
Był jednak z niebieską nakrętką i etykietą w tym samym kolorze, produkowany przez firmę EDMAL z okolic Wielunia.
Szczęśliwie chyba już zniknął (przynajmniej z poznańskiego rynku) bo do oryginału się nie umywał.

Wiesław Dymecki który nadal sygnuje chrzan swoim imieniem i nazwiskiem zmarł w roku 2010.
Sądząc po obecnej nazwie producenta firmę przejęła córka Wiesława.

Oprócz PiP chrzanu Dymeckiego można próbować szukać w Chacie Polskiej, sklepach mięsnych Bystrego czy mniejszych sklepach.

Funkcjonowanie nadal w Poznaniu i okolicach musztardy, majonezu Pegaz czy chrzanu Dymeckiego zdaje się przeczyć prawom rynku.
Od lat te same etykiety i opakowania, brak ulepszonych co kilka miesięcy receptur...

Warto kupować te produkty.
Przede wszystkim ze względu niezmiennie dobry i klasyczny smak.
Pomimo zmian, jest to już kawałek naszej lokalnej historii kulinarnej - warto aby się zachował i przetrwał.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

22 gru 2017, 19:40

Dziekuje Panowie za cenne informacje :!: Zdaje sie, ze to wlasnie Panowie maja
najwiecej do powiedzenia na temat jakosci chrzanu a nie panie :D
Tomku dzieki za historie tego krzanu.
Przypominam sobie bardzo dokladnie, ze moj wuj chrzestny zajmowal sie tarciem
krzanu na Swieta i zapewne w innych rodzinach "przyjemnosc" ta spadala na panow,
rok w rok :lol: panie unikaly tarcia jak diabel swieconej wody...przynajmniej u mnie
w domu. Chyba dlatego takze panowie sa koneserami chrzanu bo jedza go
przypuszczam wiecej niz niewiasty.
Jutro zaczne poszukiwania sloika, dziekuje Pawle za fotke, to ulatwi szukanie.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

22 gru 2017, 20:38

Mój dziadek tarł chrzan przy otwartych drzwiczkach pieca, a luft zabierał gryzące w oczy opary.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

23 gru 2017, 19:32

Witam !
Moja babcia pochodzi z poznańskiego, ja mieszkam na Kaszubach, ale moja mama często mówi na pasztetową LEBERKA -bo tak mówiła babcia Krysia...
pozdrawiam wszystkich Świątecznie :)

Ania

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

23 gru 2017, 20:12

Myśmy mówili leberka również na wątrobiankę.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

23 gru 2017, 20:48

Leberka to 'kiszka' określenie jelita, które wypełniano farszem. Moi Dziadkowie i ich sąsiedzi na Jeżycach 'leberką' nazywali kaszankę, wątrobiankę, pasztetową.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

23 gru 2017, 21:11

Czyli wszystko co klasycznie ma, może lub powinno mieć wśród składników wątrobę (niem. Leber) :-)

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

23 gru 2017, 21:36

Paweł Wietrzykowski napisał(a):Leberka to 'kiszka' określenie jelita, które wypełniano farszem. Moi Dziadkowie i ich sąsiedzi na Jeżycach 'leberką' nazywali kaszankę, wątrobiankę, pasztetową.
TomekD napisał(a):Czyli wszystko co klasycznie ma, może lub powinno mieć wśród składników wątrobę (niem. Leber) :-)

Świniobicie nie było zajęciem które lubiłam, ale ile razy z konieczności w nim uczestniczyłam, tego nie pamiętam.
Kaszanka = kiszka
Leberka tak jak pisze Tomek = wątrobianka
jeszcze była bułczanka (palce lizać)
Do wątrobianki szła wątroba i część ugotowanego ryja ...
do kiszki czyli kaszanki reszta ryja, kasza krew i inne podroby.
Jeszcze był salceson biały lub ciemny (z krwią) ze świńskimi uszami i ozorem.
Wszelkie pasztetowe i inne odmiany leberki to owoc przetwórstwa mięsnego wytworzony na potrzeby handlu, o odmiennej konsystencji, grubości przemiału produktów, przypraw, jelita (sztuczne lub naturalne) i wytworu smaku mistrza masarza - wędliniarza.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

23 gru 2017, 21:41

DankaW napisał(a):
jeszcze była bułczanka (palce lizać)

Bułczankę to u nas mama robiła, faktycznie była bardzo dobra - "palce lizać". Krew kupowaliśmy w rzeżni.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

23 gru 2017, 22:36

Jako dziecko jadłem bułczankę i mi smakowała. Chciałem sobie przypomnieć jej smak, więc kupiłem - okropny smak, o konsystencji już nie wspomnę. Już zdecydowanie wolę polski kawior (kaszankę) lub czasami cwaniaka (salceson - nie dał się wywieźć za granicę).

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

24 gru 2017, 20:34

czasami cwaniaka (salceson - nie dał się wywieźć za granicę)
Na Wildzie mówiono na niego 'lastriko'. Był żelazną zagrychą w słynnym barze 'Metalowiec' na rogu ówczesnej ul. Dzierżyńskiego i ul. Pamiątkowej.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

25 gru 2017, 14:58

Gwiazdka w Wielkopolsce
Grudzień jest miesiącem, w którym co kilka dni dzieje się coś ciekawego. Na dworze wcześnie robi się ciemno, dni są krótkie i szybko nadchodzą święta Gwiazdkowe, a ponadto miesiąc grudzień jest wspaniałym miesiącem bogatym w tradycyjne wydarzenia.
Dnia 4.12. to jest dzień św. Barbary. Znamy przysłowie - „Kiedy św. Barbara po wodzie, to Boże Narodzenie po lodzie”. Na Śląsku św. Barbara jest patronką górników, a w Wielkopolsce jest patronką rybaków.
Dzień 6.12. jest bardzo ważnym dniem, gdyż tego dnia wszystkie dzieci stawiają wyczyszczone buty w widocznym miejscu, bo Mikołaj w bardzo dyskretny sposób odwiedza nasze domy i do butów wkłada prezenty.
Dzień 13.12. czyli w dzień św. Łucji. Mój tata przynosił do domu kilka gałązek wiśni, które wkładaliśmy do wazonu z wodą i dbaliśmy aby zakwitły. Tata mówił, że jeśli te gałązki zakwitną to będziemy mieli dużo owoców.
Od św. Łucji aż do Bożego Narodzenia moja babcia każdego dnia zapisywała pogodę, bo jak mawiała "stan pogody w tych 12-tu dniach odpowiada pogodzie 12 miesięcy w nadchodzącym nowym roku”.
A potem, gdy słońce jest coraz słabsze i świeci na niebie coraz krócej, to jest znak, że kończy swoją roczną służbę. Na dworze wtedy jest zimno, a drzewa i wszystkie rośliny zasypiają. I gdy nadchodzi ten dzień najkrótszy, słońce nie ma siły aby wdrapać się wysoko na niebo, a my wypatrujemy kiedy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda. Na ten dzień pełen magii i niespodzianek wszyscy niecierpliwie czekamy, a jest to 24.12. czyli Wigilia. W tym dniu wszyscy jesteśmy grzeczni, z nikim się nie kłócimy, pomagamy mamie i tacie we wszystkich pracach, bo jaka jest w Wigilię taki jest cały rok.
We Wigilię wspólnie z tatą przynosiliśmy choinkę od Pana leśniczego, a potem ją stroiliśmy przygotowanymi wcześniej ozdobami: łańcuchami z kolorowego papieru, różnymi cacuszkami ze słomy, zawieszaliśmy orzechy owinięte złotymi i srebrnymi papierkami. Były takie specjalne czerwone jabłuszka z długimi ogonkami (rajskie jabłka?), cukierki w kolorowych papierkach, pierniki na nitkach i prawdziwe świeczki w metalowych klipsach.
My z tatą dekorowaliśmy choinkę, a po domu roznosiły się zapachy przygotowywanej przez mamę i babcię wieczerzy wigilijnej. Powoli nadchodził czas, kiedy za 7-mioma górami, za 7-mioma lasami do podróży po niebie szykowały się gwiazdy. To my, dzieci, wspólnie z tatą staliśmy przy oknach i czatowaliśmy aż pokaże się pierwsza gwiazda. Oj, co to była za radość gdy się na niebie pojawiła. Mama wtedy mówiła: nasza gwiazda świeci, a więc siadajmy do stołu. Pod obrusem było trochę siana rozścielonego przez tatę.
W Wielkopolsce na Wigilię najczęściej jadamy: czerwony barszcz z uszkami lub zupę rybną. Pierogi z kapustą, makiełki, karpia smażonego, fasolę, szary sos, pyry, sos grzybowy, kapustę z grzybami, kompot z suszonych owoców. Na honorowym miejscu stał talerzyk z opłatkiem. Wszyscy domownicy do wieczerzy wigilijnej siadali w odświętnych ubraniach.
Najpierw mama albo tata rozpoczynali odmawiać modlitwę: Panie Boże pobłogosław te dary, które spożywać mamy. Ojcze nasz ... Do odmówienia modlitwy wszyscy stoimy przy stole. Po modlitwie każdy z każdym łamał się opłatkiem i składał świąteczne życzenia. Do obowiązującego obyczaju należy aby zjeść z każdej potrawy postawionej na stół, nawet jeśli się ją niezbyt lubi.
Często w zimowej oprawie nadchodzą Święta Bożego Narodzenia, które w Wielkopolsce nazywamy Gwiazdką. Niekiedy nawet pada śnieg, na dworze jest mróz i nasze Jezioro Wolsztyńskie zamarza.
Gdy już zjemy kolację wigilijną to ponownie odmawiamy modlitwę, którą intonuje mama lub tata: Panie Boże dziękujemy Ci za te dary, które spożyliśmy. Ojcze nasz.... Tą modlitwę także odmawiamy na stojąco przy stole. Na wsiach gospodarze szli podzielić się opłatkiem ze zwierzętami w oborze, stajni, w chlewie i należy pamiętać, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Leśniczy także dzielą się opłatkiem ze zwierzętami leśnymi i w Wigilię zawożą im do karmników siano, buraki i inną karmę, do której dokładają opłatek. Zwierzęta są tak samo stworzeniami bożymi jak i ludzie.
Po zjedzeniu Wigilii nadchodził czas oczekiwania na Gwiazdora i Gwiazdkę. Gwiazdor nosił baranicę, na głowie miał futrzaną czapkę, duże białe wąsy, dużą białą brodę, za paskiem nosił dzwonek, którym zapowiadał swoje przybycie, a na plecach nosił worek z prezentami. Gwiazdorowi zawsze towarzyszyła Gwiazdka, która była ubrana na biało, na twarzy miała jakby białą woalkę, a na czapce miała dużą złotą gwiazdę i była pomocnicą gwiazdora.
Gdy Gwiazdor wszedł do domu to mówił „pochwoluny Jezus Chrystus, czy w tym dumu sum dzieci?” a potem pytał czy dzieci były grzeczne, czy pomagały mamie i tacie i czy zasłużyły sobie na prezenty. Jak już dzieci zostały wypytane, to z worka gwiazdor wyciągał zabawki, słodycze, niekiedy łyżwy, piłkę lub lalkę.
Gwiazdor i Gwiazdka wspólnie z domownikami śpiewali kolędę, a najczęściej była to:
Cicha noc, święta noc,
Pokój niesie ludziom wszem,
A u żłóbka Matka Święta
Czuwa sama uśmiechnięta
Nad dzieciątka snem,
Nad dzieciątka snem.

Radosnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia , wizyty Gwiazdora i Gwiazdki oraz wszelkiej pomyślności
życzy Eugenia

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

09 sty 2018, 17:58

Tytka przydawała się prawie do wszystkiego, jak widać również na prezenty:

Obrazek

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

30 sty 2018, 11:56

Witam,
Przypomniało mi się, że moja babcia robiła do pracy dziadkowi klapsztule, czyli złożone skibki chleba, nie kromki, bo kromka to była piętka.
http://www.poznan.pl/mim/slownik/words. ... klapsztula

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

30 sty 2018, 13:13

Tak Heniu, klapsztule obowiazkowo do szkoly babcia nam robila.
Ja staram sie uzywac wyrazen gwarowych, daje mi to radosc.
Mysle, ze mojeje babci "na gorze" tez to sie podoba :)
Zwlaszcza jak ide na rynek to uzywam gwary....bo jednak
mamy duzo nazw gwarowych dla warzych i owocow.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

30 sty 2018, 13:58

Mnie również Dziadek robił klapsztule do szkoły.
Z ciekawostek: ostatnio wywołałem konsternację wśród moich gości ze wschodniej Polski słowem: kwirlejka. Nikt, absolutnie nikt nie wiedział co to i do czego służy. Ja natomiast dowiedziałem się, że to nie kwirlejka a mątewka :)

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

30 sty 2018, 14:27

Na skibki babcia też mówiła sznytki : weź se dwie sznytki ze szmolcem i sólem :-)
Mówiła też, że będzie krasić zupę, a ja myślałem, że będzie ją farbować na czerwono, ale mi wytłumaczyła, że okraszona jest lepsza. Teraz ja też kraszę rumpuć masełkiem, pychotki.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

30 sty 2018, 17:35

To i ja coś dorzucę:
Znam kogoś kto nie pochodzi z Wielkopolski. Kiedyś zdumiał go napis w sklepie "polecamy budy kacze". Spytał mnie czy w Poznańskiem kaczki mieszkają w budach. Kiedy indziej w sklepie ktoś przed nim w kolejce poprosił o "3 kilo pyrów". Wyszedł na zewnątrz nie mogąc powstrzymać śmiechu. Mieszkając poza Wielkopolską otrzymał lata temu stąd kartkę bożonarodzeniową z życzeniem "bogatego Gwiazdora". Kto zacz ten Gwiazdor - jakiś sławny aktor ? :)
Pozdrawiam, Wojciech

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

30 sty 2018, 21:11

Doobkoła włedy, jak na wyspie...

Wjycie, w downych czasach to tu kłele Kymbłewa buły same włedy. Łed południo to buła rzyka Łebra (Obra), płete łod tamty struny to były same topowiska, nu a w gasce płynuła struga co to do Stary Rzyki dochodziuła. Rybów to tutej we włedach buło połno, ino roli buło mało. Połno tyż bułe rokiciny, łezy i krzów rozmaitych. Jak tak wieczorym popaczołeś na te topowiska, to oż straszno buło, błe od śwjyczników diabła jasność buło widać, a jak obstumpiuły czowieka i chycały pszed oczami, to kożdymu ciarki po plycach szłyj. Przód downi, przed separacjom, to buła ino jedno druga, my jum nazywali Szyroko Druga, a unki, abłe płela buły na wyspach. Nu wej, a kapuste sadzili na zagunach. Teroz już ni ma dłejść ludzi co pamjyntajum stare dzieje, a mi łopowjadoł mój dziadzia. Un mioł dobrum gowe, wszystkłe dobrze pamjyntoł. Nieroz to jak chłepy śli ze szynku do dumu, to te świczniki prowadziuły na manowce. Nu wej sa pszyszed młój kłet ! Minia ci ci, pójdź sa du mnie. Dojś razy na naszym podworku jest istno włejna, bo jak pies poguni kłeta to ino kurzy się za nimi, a kokot sie nastroszy, że to niby sie nie błei, ale dyć jo widze, że jest wystraszuny. Panie, a jakie to pszód downi buły wesela !!! Muzykanty grali na kszypkach, harmuni i na dudach co tłe je robiuł stary Piechocki ze Słelca. Czasami to i na trumpejtach grali i na bymbnie. Tłe buła fajn muzyka, nie to co dzisio się słyjszy. Nu wej, dyć wesela tysz buły inksze, a dziecioki to pod stołami siedziały i czkali co by tam dłestali do jedzy łed weselników. Jak weselniki zjedli łobiod, to kucharka szła z miskum i ryncznikjym dołobkoła stołów, kożdy móg słebie ryęki umyć, a jak buł zadowoluny z jedzy, tłe do miski wpuściuł piniundza. Jak jo buł chłepyszkiym i żym pas krłewy, to żym sobie liniuł wiyrzbowum fujarke i żym na ni groł. Jo bym wum jeszczyk wjyncy łepowiedzioł, bo pewnie nie wjycie co to jest wymbłerek, ryćka, kłerbas abo pogunka, ale dzisio ni mum jusz czasu. Zaś się na inne razy umówjymy.
Pozdrawiam - Eugenia Świetlińska

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

30 sty 2018, 21:49

Witam.
Nie zdawałam sobie sprawy, że gwara poznańska jest taka trudna.
Gdyby nadal była używana , to nie wiem, czy bym się dogadała w Wielkopolsce :shock:
Pamiętam pojedyńcze słówka, ale z tak rozbudowanymi zdaniami nie daje rady.
Świetny tekst :)
Genowefo - czy można prosić o "tłumaczenie"?

Dziękuję.
Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

30 sty 2018, 21:52

Genia napisał(a):Doobkoła włedy, jak na wyspie...

Wjycie, w downych czasach to tu kłele Kymbłewa buły same włedy. Łed południo to buła rzyka Łebra (Obra), płete łod tamty struny to były same topowiska, nu a w gasce płynuła struga co to do Stary Rzyki dochodziuła. Rybów to tutej we włedach buło połno, ino roli buło mało. Połno tyż bułe rokiciny, łezy i krzów rozmaitych. Jak tak wieczorym popaczołeś na te topowiska, to oż straszno buło, błe od śwjyczników diabła jasność buło widać, a jak obstumpiuły czowieka i chycały pszed oczami, to kożdymu ciarki po plycach szłyj. Przód downi, przed separacjom, to buła ino jedno druga, my jum nazywali Szyroko Druga, a unki, abłe płela buły na wyspach. Nu wej, a kapuste sadzili na zagunach. Teroz już ni ma dłejść ludzi co pamjyntajum stare dzieje, a mi łopowjadoł mój dziadzia. Un mioł dobrum gowe, wszystkłe dobrze pamjyntoł. Nieroz to jak chłepy śli ze szynku do dumu, to te świczniki prowadziuły na manowce. Nu wej sa pszyszed młój kłet ! Minia ci ci, pójdź sa du mnie. Dojś razy na naszym podworku jest istno włejna, bo jak pies poguni kłeta to ino kurzy się za nimi, a kokot sie nastroszy, że to niby sie nie błei, ale dyć jo widze, że jest wystraszuny. Panie, a jakie to pszód downi buły wesela !!! Muzykanty grali na kszypkach, harmuni i na dudach co tłe je robiuł stary Piechocki ze Słelca. Czasami to i na trumpejtach grali i na bymbnie. Tłe buła fajn muzyka, nie to co dzisio się słyjszy. Nu wej, dyć wesela tysz buły inksze, a dziecioki to pod stołami siedziały i czkali co by tam dłestali do jedzy łed weselników. Jak weselniki zjedli łobiod, to kucharka szła z miskum i ryncznikjym dołobkoła stołów, kożdy móg słebie ryęki umyć, a jak buł zadowoluny z jedzy, tłe do miski wpuściuł piniundza. Jak jo buł chłepyszkiym i żym pas krłewy, to żym sobie liniuł wiyrzbowum fujarke i żym na ni groł. Jo bym wum jeszczyk wjyncy łepowiedzioł, bo pewnie nie wjycie co to jest wymbłerek, ryćka, kłerbas abo pogunka, ale dzisio ni mum jusz czasu. Zaś się na inne razy umówjymy.
Pozdrawiam - Eugenia Świetlińska

Dziękuję, tak jakbym tam była.
Łed. łobiad, bymben, buła, piniundz, ryczka, dyć, wymborek i wiele innych wyrazów bardzo często słyszałam będąc w Skrzypni koło Pleszewa.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 14:00

W okolicach Szamotuł jest najwięcej w Polsce miejscowości na "Ł". Nie wierzycie?: Łestroróg, Łotorowo, Łoborniki, Łebrzycko, Łerdzin, Łobrowo gdzie rłesło najwiyncy glupków i angrystu.
Pozdrawiam, Wojciech

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 16:21

wojciech musiał napisał(a):W okolicach Szamotuł jest najwięcej w Polsce miejscowości na "Ł". Nie wierzycie?: Łestroróg, Łotorowo, Łoborniki, Łebrzycko, Łerdzin, Łobrowo gdzie rłesło najwiyncy glupków i angrystu.
Pozdrawiam, Wojciech


Jeździliśmy kiedyś do Młodaska, tam wiele słów mówiło się na Ł.
Łodejdź łobuzie łod mojego łokna bo cie łopluje :-)

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 17:48

Henryk Krzyżan napisał(a):Jeździliśmy kiedyś do Młodaska, tam wiele słów mówiło się na Ł.
Łodejdź łobuzie łod mojego łokna bo cie łopluje :-)


To nie gwara a wymyślane powiedzonka na literę "ł", jest tego sporo.

Łodzejdź łobuzie łod mojyj Łoleński, bo moja Łoleńka nie do cie łobuzie.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 18:09

Owszem, to powiedzonko, które przytoczyłem dla przykładu, ale jeszcze moja babcia, która z Młodaska wyprowadziła się w roku 1925, mówiło wiele słów na Ł - łogar, łojciec, łokno (a właściwie łekno), łogórek...

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 18:37

A do tego dochodzi jeszcze charakterystyczny sposób wymawiania niektórych słów np. szybci /szybciej/, wiyncy /więcej/, dali /dalej/ wywodzące się chyba ze staropolszczyzny /lub nawet z czasów jeszcze wcześniejszych/. Oraz imiona - Andrzy, Maci.
A łobuz to "lontrus".
Pozdrawiam, Wojciech.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 19:06

wojciech musiał napisał(a):A do tego dochodzi jeszcze charakterystyczny sposób wymawiania niektórych słów np. szybci /szybciej/, wiyncy /więcej/, dali /dalej/ wywodzące się chyba ze staropolszczyzny /lub nawet z czasów jeszcze wcześniejszych/. Oraz imiona - Andrzy, Maci.
A łobuz to "lontrus".
Pozdrawiam, Wojciech.


Lontrus/luntrus to raczej łazęga, włóczykij - dzie bułeś luntrusie :-)
Chyba jednak miałeś rację z tym luntrusem.
http://www.poznan.pl/mim/slownik/words. ... rd=luntrus
Podobne określenie to lofer i lofszyca.
http://www.poznan.pl/mim/slownik/words. ... word=lofer
Ostatnio edytowano 31 sty 2018, 19:47 przez Henryk Krzyżan, łącznie edytowano 2 razy

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 19:32

Zamknij tę kalafę, bo dostaniesz w dziób.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 19:52

bugakg napisał(a):Zamknij tę kalafę, bo dostaniesz w dziób.


Można też było dostać po kluce albo w szneke.
Ostatnio edytowano 31 sty 2018, 19:59 przez Henryk Krzyżan, łącznie edytowano 1 raz

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 19:54

bugakg napisał(a):Zamknij tę kalafę,

Lub jadaczkę :)
Henryk Krzyżan napisał(a):
Można też było dostać po kluce albo w szneke.

Sznekę, też pamiętam. :)

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 20:17

U nas się mawiało :
bo dostaniesz w sznupę
a szneka była z glancem.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

31 sty 2018, 21:31

Małgosia życzyła sobie tłumaczenia (:)

Doobkoła włedy, jak na wyspie...

Wjycie, w downych czasach to tu kłele Kymbłewa buły same włedy. Łed południo to buła rzyka Łebra (Obra), płete łod tamty struny to były same topowiska, nu a w gasce płynuła struga co to do Stary Rzyki dochodziuła. Rybów to tutej we włedach buło połno, ino roli buło mało. Połno tyż bułe rokiciny, łezy i krzów rozmaitych. Jak tak wieczorym popaczołeś na te topowiska, to oż straszno buło, błe od śwjyczników diabła jasność buło widać, a jak obstumpiuły czowieka i chycały pszed oczami, to kożdymu ciarki po plycach szłyj. Przód downi, przed separacjom, to buła ino jedno druga, my jum nazywali Szyroko Druga, a unki, abłe płela buły na wyspach. Nu wej, a kapuste sadzili na zagunach. Teroz już ni ma dłejść ludzi co pamjyntajum stare dzieje, a mi łopowjadoł mój dziadzia. Un mioł dobrum gowe, wszystkłe dobrze pamjyntoł. Nieroz to jak chłepy śli ze szynku do dumu, to te świczniki prowadziuły na manowce. Nu wej sa pszyszed młój kłet ! Minia ci ci, pójdź sa du mnie. Dojś razy na naszym podworku jest istno włejna, bo jak pies poguni kłeta to ino kurzy się za nimi, a kokot sie nastroszy, że to niby sie nie błei, ale dyć jo widze, że jest wystraszuny. Panie, a jakie to pszód downi buły wesela !!! Muzykanty grali na kszypkach, harmuni i na dudach co tłe je robiuł stary Piechocki ze Słelca. Czasami to i na trumpejtach grali i na bymbnie. Tłe buła fajn muzyka, nie to co dzisio się słyjszy. Nu wej, dyć wesela tysz buły inksze, a dziecioki to pod stołami siedziały i czkali co by tam dłestali do jedzy łed weselników. Jak weselniki zjedli łobiod, to kucharka szła z miskum i ryncznikjym dołobkoła stołów, kożdy móg słebie ryęki umyć, a jak buł zadowoluny z jedzy, tłe do miski wpuściuł piniundza. Jak jo buł chłepyszkiym i żym pas krłewy, to żym sobie liniuł wiyrzbowum fujarke i żym na ni groł. Jo bym wum jeszczyk wjyncy łepowiedzioł, bo pewnie nie wjycie co to jest wymbłerek, ryćka, kłerbas abo pogunka, ale dzisio ni mum jusz czasu. Zaś się na inne razy umówjymy.

Tłumaczeni :
Wiycie, w downych czasach to tu kole Kębłowa były same wody. Od południa to była rzeka Obra, potem od tamtej strony to były same bagna, no a w gasce płynęła struga (ciek wodny), co to do Starej Rzeki dochodziła. Ryb to tutaj w wodach było pełno, ino ziemi uprawnej było mało. Pełno też było rokiciny, trzciny i krzaków najróżniejszych. Jak tak wieczorem popatrzałeś na te bagna, to aż strasznie było, bo od błędnych ogni (gaz błotny) jasność było widać, a jak obstąpiły człowieka i skakały przed oczami, to każdemu ciarki po plecach szły. W dawnych czasach, jeszcze przed uwłaszczeniem, to była tylko jedna droga, my jum nazywali Szyroko Druga, a łąki to były na wyspach. No tak, a kapustę sadzili na zagonach (wąski pas ziemi powyżej lustra wody). Teraz już nie ma dużo ludzi co pamiętają stare dzieje, a mi opowiadał mój dziadzia. On miał dobrą głowę (tutaj: pamięć), wszystko dobrze pamiętał. Niekiedy to jak chłopy szli z szynku do domu, to te błędne ogniki prowadziły na manowce.
No tak, tutaj przyszedł mój kot! Minia ci ci, chodź no tu do mnie. Wiele razy na naszym podwórku jest prawdziwa wojna, bo jak pies pogoni kota to się aż kurzy za nimi, a kot się nastroszy, że to niby się nie boi, ale przecież ja widzę, że jest wystraszony.
Panie, a jakie to dawniej były wesela !!! Muzykanci grali na skrzypkach, na harmonii i na dudach, co to je robił stary Piechocki ze Solca. Niekiedy to i na trąbkach grali i na bębnie. To była piękna muzyka, nie to co dzisiaj się słyszy. No tak, przecież wesela też były inne, a dzieciaki to pod stołami siedziały i czekali co by tam dostali do jedzenia od weselników. Jak weselnicy zjedli obiad, to kucharka szła z miską i ręcznikiem dookoła stołów , każdy mógł sobie ręce umyć, a jak był zadowolony z jedzenia, to do miski wrzucił pieniądza. Jak ja byłem chłopcem i pasłem krowy, to sobie uliniłem (kawałek wierzbowej gałązki trzeba namoczyć w wodzie i ostukać trzonkiem scyzoryka, dzięki czemu można zdjąć korę, następnie wycina się ustnik itd.) wierzbową fujarkę i naniej grałem. Ja bym wam jeszcze więcej opowiadał, bo pewnie nie wiecie co to jest wymbłerek (wiadro), ryćka, korbas albo pogunka ale dzisiaj nie mam już czasu. Znów się na inny raz umówimy.

Pozdrawiam - Eugenia

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

01 lut 2018, 11:57

I jeszcze taka przyśpiewka:

Mój łejciec wielki
skokoł do belki.
A jo syn jegu
nie umiem tegu.
Choćbym jo skokoł
kuminem na dół
ale się boje
bo bym się zabiuł.
Nie zabiuł bym sie,
powoloł bym sie.
Do mojej panny
nie udoł bym sie.

Pozdrawiam, Wojciech

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

01 lut 2018, 12:07

Genia napisał(a):Małgosia życzyła sobie tłumaczenia (:)

Doobkoła włedy, jak na wyspie...

Wjycie, w downych czasach to tu kłele Kymbłewa buły same włedy. Łed południo to buła rzyka Łebra (Obra), płete łod tamty struny to były same topowiska, nu a w gasce płynuła struga co to do Stary Rzyki dochodziuła. Rybów to tutej we włedach buło połno, ino roli buło mało. Połno tyż bułe rokiciny, łezy i krzów rozmaitych. Jak tak wieczorym popaczołeś na te topowiska, to oż straszno buło, błe od śwjyczników diabła jasność buło widać, a jak obstumpiuły czowieka i chycały pszed oczami, to kożdymu ciarki po plycach szłyj. Przód downi, przed separacjom, to buła ino jedno druga, my jum nazywali Szyroko Druga, a unki, abłe płela buły na wyspach. Nu wej, a kapuste sadzili na zagunach. Teroz już ni ma dłejść ludzi co pamjyntajum stare dzieje, a mi łopowjadoł mój dziadzia. Un mioł dobrum gowe, wszystkłe dobrze pamjyntoł. Nieroz to jak chłepy śli ze szynku do dumu, to te świczniki prowadziuły na manowce. Nu wej sa pszyszed młój kłet ! Minia ci ci, pójdź sa du mnie. Dojś razy na naszym podworku jest istno włejna, bo jak pies poguni kłeta to ino kurzy się za nimi, a kokot sie nastroszy, że to niby sie nie błei, ale dyć jo widze, że jest wystraszuny. Panie, a jakie to pszód downi buły wesela !!! Muzykanty grali na kszypkach, harmuni i na dudach co tłe je robiuł stary Piechocki ze Słelca. Czasami to i na trumpejtach grali i na bymbnie. Tłe buła fajn muzyka, nie to co dzisio się słyjszy. Nu wej, dyć wesela tysz buły inksze, a dziecioki to pod stołami siedziały i czkali co by tam dłestali do jedzy łed weselników. Jak weselniki zjedli łobiod, to kucharka szła z miskum i ryncznikjym dołobkoła stołów, kożdy móg słebie ryęki umyć, a jak buł zadowoluny z jedzy, tłe do miski wpuściuł piniundza. Jak jo buł chłepyszkiym i żym pas krłewy, to żym sobie liniuł wiyrzbowum fujarke i żym na ni groł. Jo bym wum jeszczyk wjyncy łepowiedzioł, bo pewnie nie wjycie co to jest wymbłerek, ryćka, kłerbas abo pogunka, ale dzisio ni mum jusz czasu. Zaś się na inne razy umówjymy.

Tłumaczeni :
Wiycie, w downych czasach to tu kole Kębłowa były same wody. Od południa to była rzeka Obra, potem od tamtej strony to były same bagna, no a w gasce płynęła struga (ciek wodny), co to do Starej Rzeki dochodziła. Ryb to tutaj w wodach było pełno, ino ziemi uprawnej było mało. Pełno też było rokiciny, trzciny i krzaków najróżniejszych. Jak tak wieczorem popatrzałeś na te bagna, to aż strasznie było, bo od błędnych ogni (gaz błotny) jasność było widać, a jak obstąpiły człowieka i skakały przed oczami, to każdemu ciarki po plecach szły. W dawnych czasach, jeszcze przed uwłaszczeniem, to była tylko jedna droga, my jum nazywali Szyroko Druga, a łąki to były na wyspach. No tak, a kapustę sadzili na zagonach (wąski pas ziemi powyżej lustra wody). Teraz już nie ma dużo ludzi co pamiętają stare dzieje, a mi opowiadał mój dziadzia. On miał dobrą głowę (tutaj: pamięć), wszystko dobrze pamiętał. Niekiedy to jak chłopy szli z szynku do domu, to te błędne ogniki prowadziły na manowce.
No tak, tutaj przyszedł mój kot! Minia ci ci, chodź no tu do mnie. Wiele razy na naszym podwórku jest prawdziwa wojna, bo jak pies pogoni kota to się aż kurzy za nimi, a kot się nastroszy, że to niby się nie boi, ale przecież ja widzę, że jest wystraszony.
Panie, a jakie to dawniej były wesela !!! Muzykanci grali na skrzypkach, na harmonii i na dudach, co to je robił stary Piechocki ze Solca. Niekiedy to i na trąbkach grali i na bębnie. To była piękna muzyka, nie to co dzisiaj się słyszy. No tak, przecież wesela też były inne, a dzieciaki to pod stołami siedziały i czekali co by tam dostali do jedzenia od weselników. Jak weselnicy zjedli obiad, to kucharka szła z miską i ręcznikiem dookoła stołów , każdy mógł sobie ręce umyć, a jak był zadowolony z jedzenia, to do miski wrzucił pieniądza. Jak ja byłem chłopcem i pasłem krowy, to sobie uliniłem (kawałek wierzbowej gałązki trzeba namoczyć w wodzie i ostukać trzonkiem scyzoryka, dzięki czemu można zdjąć korę, następnie wycina się ustnik itd.) wierzbową fujarkę i naniej grałem. Ja bym wam jeszcze więcej opowiadał, bo pewnie nie wiecie co to jest wymbłerek (wiadro), ryćka, korbas albo pogunka ale dzisiaj nie mam już czasu. Znów się na inny raz umówimy.

Pozdrawiam - Eugenia


Witam.

Dziękuję ślicznie za tłumaczenie, od razu inny sens, niż to co ja zrozumiałam :)
Z czasów dzieciństwa pamiętam pojedyńcze słowa i proste wyrażenia z gwary poznańskiej.
Eugenio - przepraszam Ciebie, pomieszałam imiona.
Wydawało mi się, że Eugenia i Genowefa to jedno, dopiero Wikipedia mnie oświeciła :(

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

01 lut 2018, 12:07

Genia napisał(a):Małgosia życzyła sobie tłumaczenia (:)

Doobkoła włedy, jak na wyspie...

Wjycie, w downych czasach to tu kłele Kymbłewa buły same włedy. Łed południo to buła rzyka Łebra (Obra), płete łod tamty struny to były same topowiska, nu a w gasce płynuła struga co to do Stary Rzyki dochodziuła. Rybów to tutej we włedach buło połno, ino roli buło mało. Połno tyż bułe rokiciny, łezy i krzów rozmaitych. Jak tak wieczorym popaczołeś na te topowiska, to oż straszno buło, błe od śwjyczników diabła jasność buło widać, a jak obstumpiuły czowieka i chycały pszed oczami, to kożdymu ciarki po plycach szłyj. Przód downi, przed separacjom, to buła ino jedno druga, my jum nazywali Szyroko Druga, a unki, abłe płela buły na wyspach. Nu wej, a kapuste sadzili na zagunach. Teroz już ni ma dłejść ludzi co pamjyntajum stare dzieje, a mi łopowjadoł mój dziadzia. Un mioł dobrum gowe, wszystkłe dobrze pamjyntoł. Nieroz to jak chłepy śli ze szynku do dumu, to te świczniki prowadziuły na manowce. Nu wej sa pszyszed młój kłet ! Minia ci ci, pójdź sa du mnie. Dojś razy na naszym podworku jest istno włejna, bo jak pies poguni kłeta to ino kurzy się za nimi, a kokot sie nastroszy, że to niby sie nie błei, ale dyć jo widze, że jest wystraszuny. Panie, a jakie to pszód downi buły wesela !!! Muzykanty grali na kszypkach, harmuni i na dudach co tłe je robiuł stary Piechocki ze Słelca. Czasami to i na trumpejtach grali i na bymbnie. Tłe buła fajn muzyka, nie to co dzisio się słyjszy. Nu wej, dyć wesela tysz buły inksze, a dziecioki to pod stołami siedziały i czkali co by tam dłestali do jedzy łed weselników. Jak weselniki zjedli łobiod, to kucharka szła z miskum i ryncznikjym dołobkoła stołów, kożdy móg słebie ryęki umyć, a jak buł zadowoluny z jedzy, tłe do miski wpuściuł piniundza. Jak jo buł chłepyszkiym i żym pas krłewy, to żym sobie liniuł wiyrzbowum fujarke i żym na ni groł. Jo bym wum jeszczyk wjyncy łepowiedzioł, bo pewnie nie wjycie co to jest wymbłerek, ryćka, kłerbas abo pogunka, ale dzisio ni mum jusz czasu. Zaś się na inne razy umówjymy.

Tłumaczeni :
Wiycie, w downych czasach to tu kole Kębłowa były same wody. Od południa to była rzeka Obra, potem od tamtej strony to były same bagna, no a w gasce płynęła struga (ciek wodny), co to do Starej Rzeki dochodziła. Ryb to tutaj w wodach było pełno, ino ziemi uprawnej było mało. Pełno też było rokiciny, trzciny i krzaków najróżniejszych. Jak tak wieczorem popatrzałeś na te bagna, to aż strasznie było, bo od błędnych ogni (gaz błotny) jasność było widać, a jak obstąpiły człowieka i skakały przed oczami, to każdemu ciarki po plecach szły. W dawnych czasach, jeszcze przed uwłaszczeniem, to była tylko jedna droga, my jum nazywali Szyroko Druga, a łąki to były na wyspach. No tak, a kapustę sadzili na zagonach (wąski pas ziemi powyżej lustra wody). Teraz już nie ma dużo ludzi co pamiętają stare dzieje, a mi opowiadał mój dziadzia. On miał dobrą głowę (tutaj: pamięć), wszystko dobrze pamiętał. Niekiedy to jak chłopy szli z szynku do domu, to te błędne ogniki prowadziły na manowce.
No tak, tutaj przyszedł mój kot! Minia ci ci, chodź no tu do mnie. Wiele razy na naszym podwórku jest prawdziwa wojna, bo jak pies pogoni kota to się aż kurzy za nimi, a kot się nastroszy, że to niby się nie boi, ale przecież ja widzę, że jest wystraszony.
Panie, a jakie to dawniej były wesela !!! Muzykanci grali na skrzypkach, na harmonii i na dudach, co to je robił stary Piechocki ze Solca. Niekiedy to i na trąbkach grali i na bębnie. To była piękna muzyka, nie to co dzisiaj się słyszy. No tak, przecież wesela też były inne, a dzieciaki to pod stołami siedziały i czekali co by tam dostali do jedzenia od weselników. Jak weselnicy zjedli obiad, to kucharka szła z miską i ręcznikiem dookoła stołów , każdy mógł sobie ręce umyć, a jak był zadowolony z jedzenia, to do miski wrzucił pieniądza. Jak ja byłem chłopcem i pasłem krowy, to sobie uliniłem (kawałek wierzbowej gałązki trzeba namoczyć w wodzie i ostukać trzonkiem scyzoryka, dzięki czemu można zdjąć korę, następnie wycina się ustnik itd.) wierzbową fujarkę i naniej grałem. Ja bym wam jeszcze więcej opowiadał, bo pewnie nie wiecie co to jest wymbłerek (wiadro), ryćka, korbas albo pogunka ale dzisiaj nie mam już czasu. Znów się na inny raz umówimy.

Pozdrawiam - Eugenia


Witam.

Dziękuję ślicznie za tłumaczenie, od razu inny sens, niż to co ja zrozumiałam :)
Z czasów dzieciństwa pamiętam pojedyńcze słowa i proste wyrażenia z gwary poznańskiej.
Eugenio - przepraszam Ciebie, pomieszałam imiona.
Wydawało mi się, że Eugenia i Genowefa to jedno, dopiero Wikipedia mnie oświeciła :(

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

01 lut 2018, 18:25

Małgosiu,
tak czy owak, zawsze ... Genia :) .
Przetłumaczony tekst tak na "surowo" jest mało ciekawy. Wprawdzie można by go nieco wycyzelować ale kierowałam się jak najwierniejszym tłumaczeniem.
Serdecznie pozdrawiam - Genia

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

01 lut 2018, 21:27

Geniu - dziękuję pięknie za wyrozumiałość :)
Przetłumaczony tekst może mniej ciekawy, ale za to bardziej zrozumiały - przynajmniej dla mnie.
Za to oryginalny bardzo ciekawy.
Połączyłam sobie jedno i drugie - więc mam i bardzo ciekawe i zrozumiałe :D

Pozdrawiam serdecznie.
Kaniewska Małgorzata.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

13 lut 2018, 15:10

http://wmsklep.home.pl/pl/p/Jak-widze%E ... landie/893

Bardzo fajne 3 pozycje z Wydawnictwa Miejskiego Posnania o naszej gwarze,
mozna na prezent w kazdym wieku.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

13 lut 2018, 20:00

https://mediarodzina.pl/prod/1427/Ksiaze-Szaranek

Ze swej strony polecam ,,Księcia Szaranka,,
Przełożenia podjął się nikt inny jak Juliusz Kubel załączony słowniczek oraz płyta.
W weekendy czytam ja małżonce sama nie daje rady.
Krzysztof.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

13 lut 2018, 20:27

Paweł Wietrzykowski napisał(a):Mnie również Dziadek robił klapsztule do szkoły.
Z ciekawostek: ostatnio wywołałem konsternację wśród moich gości ze wschodniej Polski słowem: kwirlejka. Nikt, absolutnie nikt nie wiedział co to i do czego służy. Ja natomiast dowiedziałem się, że to nie kwirlejka a mątewka :)


U mnie w domu też się mówi kwyrlejka. Jak ktoś pyta, co to jest, to odpowiadam, że kwyrlejką się ROZKWYRLA mąkę na sos.
Na wsi kwyrlejkę robiło się z rosochatej gałązki, obcinało się boczne odrośla u nasady.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

14 lut 2018, 06:22

Dziś w żartach użyłem słowa, którego nigdy nie używam. Musiało mi się gdzieś zakodować określenie, jakiego używała moja babcia - chodzić krechlato, albo ktoś krechlaty. Miało to znaczyć, że ktoś chodzi krzywo, jest pokraczny. W słowniku gwary poznańskiej tego słowa nie znalazłem.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

14 lut 2018, 08:25

Witam pięknie.
My, Wielkopolanie, jesteśmy wielkimi sympatykami naszej gwary. Niestety nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z publikacjami o których piszecie. Czy może ktoś wkleić próbkę tego tekstu? Chciałabym zorientować się czy jest tam dużo germanizmów.
Serdecznie pozdrawiam - Eugenia

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

14 lut 2018, 10:17

Henryk Krzyżan napisał(a):Dziś w żartach użyłem słowa, którego nigdy nie używam. Musiało mi się gdzieś zakodować określenie, jakiego używała moja babcia - chodzić krechlato, albo ktoś krechlaty. Miało to znaczyć, że ktoś chodzi krzywo, jest pokraczny. W słowniku gwary poznańskiej tego słowa nie znalazłem.


Ale w tym dużym pod red. Gruchmanowej i Walczaka - jest.
Krechlaty, krychlaty - krzywy.

Re: Godejmy po naszymu, to je po Wielkopolskimu

14 lut 2018, 10:29

Łukasz Bielecki napisał(a):
Henryk Krzyżan napisał(a):Dziś w żartach użyłem słowa, którego nigdy nie używam. Musiało mi się gdzieś zakodować określenie, jakiego używała moja babcia - chodzić krechlato, albo ktoś krechlaty. Miało to znaczyć, że ktoś chodzi krzywo, jest pokraczny. W słowniku gwary poznańskiej tego słowa nie znalazłem.


Ale w tym dużym pod red. Gruchmanowej i Walczaka - jest.
Krechlaty, krychlaty - krzywy.


Dzięki Łukaszu, nie trafiłem.
Przypomniało mi się jeszcze coś takiego : Wytknął sobie łokieć, ale ręka już otęchła - zwichnął sobie łokieć, ale opuchlizna z ręki już zeszła.
Odpowiedz